czyli o podróży do Wilna, wierszach Kresowian i miejscach pełnych tajemnic
2.4. Jeszcze raz o Kownie. W Trokach zatrzymałem się tylko na chwilę, natomiast o drugim co do wielkości mieście Litwy pisałem już przy okazji filomackich nagród, zatem tu tylko kilka słów przypomnienia. Na zachodnim obrzeżu Kowna stoi najstarszy, pamiętający krzyżackie czasy, murowany zamek na Litwie. Nieopodal kościół św. Jerzego i dawny klasztor Bernardynów, przez wieki słynących z produkcji znakomitej tabaki i wybornych miodów.
Kowieński plac ratuszowy: przeważnie renesansowe i barokowe kamienice, a pośrodku najbardziej reprezentatywna budowla miasta, z racji swego kształtu i barwy zwany „białym łabędziem”. W rynku kościół Świętej Trójcy, budowla gotycka z elementami renesansowymi. W narożniku największa świątynia gotycka na Litwie, archikatedra św. św. Piotra i Pawła.Wyróżniająca się pośród zabudowań, dwiema wysmukłymi wieżami, to barokowa sylwetka jezuickiego kościoła św. Franciszka Ksawerego. Po kasacie zakonu w kolegium założono akademicką szkołę powiatową. Na fasadzie tablica (tylko) w języku litewskim i rosyjskim informująca, że w latach 1819-1823 mieszkał tu i pracował Adam Mickiewicz.
czyli o podróży do Wilna, wierszach Kresowian i miejscach pełnych tajemnic
1. Tytułem wstępu. Z wykształcenia jestem filologiem, przez lata trwająca sytuacja polityczna sprawiła, że wszystkie dotychczasowe podróże odbywałem bardziej na kartach książek, niż w rzeczywistości. Tak więc dopiero po pięćdziesiątce mogłem pojechać na Litwę; dotychczas z Wrocławia było tam zdecydowanie dalej niż do Pragi czy Drezna.
Krótki, bo zaledwie tygodniowy okres pobytu sprawił, że wielu miejsc nie zdołałem odwiedzić, o wielu jeszcze nie wiedziałem, innych nie mogłem ocenić, gdyż przyniosły ogrom wrażeń, poznawczych i emocjonalnych. Z ponad pięciuset zdjęć wybrałem zatem około pięćdziesięciu; i niech tak pozostanie do kolejnych, mam nadzieję, odwiedzin.
W miejscu tym chciałbym też złożyć najserdeczniejsze podziękowania i wdzięczność wszystkim tym, którzy mnie po Wilnie i Kownie oprowadzali, opowiadali i gościli.
Wizyta na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego przerosła moje najśmielsze wyobrażenia (jak wielu obawiałem się tzw. sowieckiego dziedzictwa). Od pierwszego, dnia właśnie tu, mogłem przekonać się o uroku już wrześniowej litewskiej przyrody i zobaczyć prawdziwie europejskie miasto. Szczęśliwie, poznałem też Litwinów kochających Polskę i Polaków rozkochanych w Litwie, szczere sarmackie temperamenty, a nade wszystko usłyszeć przepiękny język polski: melodyjny i staranny, słowa wypowiadane z namysłem, zapadające głęboko w pamięć i w serce. Jak więc nie pokochać Wileńszczyznę...
Uwaga ostatnia: Wilno, podobnie, jak Kraków czy Lwów, winno stać się jednym z obowiązkowych punktów wycieczek szkół średnich. Wśród form tzw. oczekiwanej pomocy, wzajemna wymiana młodzieży (obok budowy autostrad), zdaje się przynosić Polsce i Litwie, Europie i następnym pokoleniom najwięcej korzyści.
Z końcem marca 1944 roku na okoliczne wioski napadli banderowcy. Polacy bronili się, w wyniku czego 18 Ukraińców zostało zabitych. Przywieziono ich na cmentarz w Bełzie i rozlokowano w różnych miejscach. Zmuszono Niemca mieszkającego w aptece do oglądnięcia zabitych. Pogrzeb był manifestacyjny. Z różnych wiosek przybyli Ukraińcy. Kondukt pogrzebowy z cerkwi musiał przejść obok apteki. Wielu ludzi podnosiło ręce grożąc nam. Wśród idących zauważyłam Domkę Korczowską, wówczas żonę Tytora - sotnika (dowódca UPA). Wyobrażałam sobie, jak ona się czuła. Była Polką, ale na pogrzeb pójść musiała. Jej siostra Julka, moja koleżanka szkolna, też wyszła za mąż za Ukraińca. Znajomy poinformował Julkę, że będzie zamordowana przez męża. Był to rozkaz UPA. Zdążyła wraz z małym dzieckiem uciec z domu. Podobno wyjechała do Anglii.
1 września 1939 roku Niemcy napadli na Polskę. Ludzie z zachodniej Polski przed Niemcami uciekali na wschód, docierając do nas. Byli bardzo wyczerpani z powodu głodu, upału, zmęczenia. Szli pieszo, jechali na rowerach, czasem furmanką, rzadko autem. Wynosiliśmy im mleko i chleb. Wkrótce musieli wracać, bo 17 września na Polskę napadła Rosja. Pamiętam żołnierzy radzieckich w brudnych, obszarpanych szynelach. Byli też głodni, z naszego ogrodu zjedli wszystkie dynie i ogórki zostawione na nasienie. W ich oczach byliśmy burżuje, tzn. bardzo bogaci.
12 października wojska i władze radzieckie opuściły Bełz, a już na drugi dzień zawitali Niemcy. Zostaliśmy pod okupacją niemiecką. Granicą między okupacją niemiecką a radziecką była rzeka Sołokija, płynąca około 100 metrów od naszego domu.
Zbigniew Hauser, dziennikarz i podróżnik od wielu lat przemierza Kresy Wschodnie. Owocami tych podróży są cykle przewodników po zabytkach kultury Ukrainy i Białorusi oraz seria „Podróże po cmentarzach Ukrainy”. Obecnie otrzymaliśmy już czwarty tom „Podróży…”, w którym autor po raz kolejny publikuje inskrypcje z kresowych cmentarzy.
Hauser publikuje zebrane materiały w układzie geograficznym za podstawę przyjmując podział administracyjny z czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W tomie czwartym znalazły się inskrypcje z zachodniej części województwa wołyńskiego (w latach 1918-1939 należącej do Polski) i jego części wschodniej (po 1921 włączonej do ZSRR). Obok nich publikowane są inskrypcje z województw podolskiego, bracławskiego i kijowskiego. W aneksie znalazły się inskrypcje z Odessy, Zadnieprza, Północnej Bukowiny (Obwód Czernihowski), Mołdawii i Gruzji. Czytelnik otrzymuje więc materiał znacznie szerszy niż wynikałoby to z tytułu.
Ruszyła oficjalna strona Komitetu Opieki nad Grobami Dziennikarzy Polskich na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Jest ona dostępna pod adresem: http://www.dziennikarzelyczakow.strefa.pl/.
Komitet prosi o pomoc w nawiązaniu kontaktu z rodzinami zmarłych dziennikarzy lwowskich. Interesuje nas czy mają oni potomków albo krewnych w Polsce. Z tego co wiemy Aleksander Milski był spokrewniony z powojennym warszawskim aktorem Stanisławem Milskim (znany z roli profesora Gąsowskiego w filmie „Szatan z siódmej klasy").
Potrzebna też jest pomoc w lokalizacji grobów. Na razie udało się nam odnaleźć zaledwie kilka grobów. Byliśmy w przeddzień Wszystkich Świętych, więc ruch na cmentarzu był duży, również w tamtejszym archiwum. Myślę, że uda się ustalić przez zimę resztę pól. Jak już będziemy mieć pola pochówku, to problemem będzie odnalezienie na nich grobów, bo Łyczaków jest ogromny, pola są ponumerowane chaotycznie i to są duże przestrzenie, a ponadto mogą być groby zniszczone.